Jestem zwierzęciem korporacyjnym. Pracuje w godzinach 8-16 od poniedziałku do piątku. Nie jestem przyzwyczajony do wczesnego wstawania na weekend... W ostatnią sobotę zrobiłem jednak wyjątek. Tylko po to, aby napić się piwa po 6:00. No dobra, może nie tylko, bo to już by oznaczało totalny alkoholizm.
Postanowiłem odwiedzić rodzimy browar podczas procedury rozlewania piwa do butelek. Chłopaki robią większość rzeczy ręcznie. Dwie stołowe kapslownice przytwierdzone do blatu i jazda, jak to mówią. Zawsze ciekawiło mnie jak taki proces wygląda od kuchni.
Wszystko wydawało się być podpięte. Butla z gazem, tank, nalewarka obrotowa. Paleta z butelkami zaraz obok. Maszyna ruszyła, chmielowy płyn się leje i... trzeba sprawdzić jedną z pierwszych butelek. Przecież nikt nie chce siedzieć tu parę godzin tylko po to, aby potem całość wylać do kanału.
Jakość sprawdzona, session IPA może spokojnie trafić na półki. Degustacje poprzedniej warki możecie sprawdzić pod tym linkiem. Przyglądając się chłopakom (w sensie ich pracy oczywiście) zauważyłem, że mają już to całkiem nieźle wyćwiczone. Przy każdej zmianie czynności ręce wyczyszczone specyfikiem, co by zakażenia nie było w butelkach. Ruchy automatyczne, złom w postaci kapsli minimalny.
W międzyczasie szybka próbka nowego piwa prosto z tanka. Kolor powinien Wam coś podpowiedzieć. Według mnie jest przepyszne, choć trochę przestrzelone jeżeli chodzi o pogodę za oknem. Nowa szklanka firmowa pasuje do prawie, że każdego stylu. Cieszy mnie to, że chłopaki nie wybrali jakiegoś nieporęcznego dildo glass. Wracając do rozlewu, całkiem ciekawe jest też to jak pod koniec zmienia się samo piwo. Cały syf w tanku podchodzi do góry i z całkiem przejrzystej IPA robi się nam istny vermont. Te ostatnie butelki nie trafią do sprzedaży. Czy wziąłem jedną na spróbowanie? No przecież mnie znacie.
Powoli dochodzi południe. 186 skrzynek stoi w rogu hali. Można iść do domu. Mimo, że prawie w ogóle się nie napracowałem (toż ja tylko obserwator był) to czas minął zadziwiająco szybko. Wróciłem do domu, lekko podchmielony. Położyłem się i spałem do 17:00. Jakby tak z boku popatrzeć, to życie piwowara nie wydaje się być wcale takie złe. Będę musiał odwiedzić browar w czasie warzenia, może jakiegoś portera?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz