Panie, co? Gdy Michał Kopik (Piwny Garaż, Browar Kingpin) wrzucił zdjęcie z warzelni w Kamionce nikt nie chciał tego faktu wziąć na poważnie. Że niby na tym sprzęcie się uczył fachu? Ok, ale jeden z najbardziej rozpoznawalnych piwowarów craftowych w browarze regionalnym, z którego... no nie oszukujmy się śmieje się większość craftopijców? Piekło zamarzło!
A może... ma to sens? Jak ten rycerz na białym koniu weźmie za rękę i sprowadzi na właściwą drogę. Do Michała i jego "mechanicznego rumaka" to nawet pasuje. Inna sprawa, że sam browar musiał się na to zgodzić i mieć zwyczajnie w świecie chęci... może wszystko naprawdę zmierza ku lepszemu?
No dobra, sama etykieta nie zachęciłaby mnie do kupna. Papier dość niechlujnie naklejony i słabej jakości. Co do samej grafiki... no jest mi obojętna. Nic we mnie nie rusza, że się tak wyrażę. Kapsel firmowy przywołujący wspomnienia zamkniętego już browaru w Konstancinie. Piwo za to prezentuje się wyśmienicie. Ładny złoty kolor, mocno zmętnione, jak na ten styl przystało. Piana trochę niska, ale kożuch pozostaje na długo.
Już po otwarciu butelki zdziwiłem się niezmiernie. Nie poczułem żadnego masła, czy też gotowanych warzyw. Buchnęła we mnie Citra i to bynajmniej nie delikatnie. Akurat stałem na wiadukcie kolejowym, mogło się to skończyć tragicznie. Na pierwszym planie tropiki, te bardziej lepkie. Marakuja, mango itp. Do tego wyraźne, ale pochowane momentami iglaki, które okazały się być bardzo pozytywnym zaskoczeniem.
Po wypiciu pierwszego łyku nabrałem trochę więcej szacunku dla browaru z Chodzieży. Co jak co, ale łatwo u blogerów nie mieli. Oczywiście Michał zadziałał swoje, ale przecież samego go na warzelni nie zostawili. Zbaczam trochę z kursu... A więc: ciałko trafione w punkt. Czuć je, ale nie doszło jeszcze do poziomu zapychania (co jest dość łatwe do uzyskania przy spieprzonym, ekhem, karmelowym IPA). Pewna kremowość wyszukiwana w tym stylu też się pojawia. Wysycenie na średnim, dobrym według mnie poziomie. Smakowo znowu tropiki i miks gęstego miąższu mango i marakui. Dodatkowo wspomaganego grapefruitem i tymi zaskakującymi iglakami gdzieś w tle. Całość na przyjemnej, lekko pszenicznej podbudowie. Goryczka wyraźna, średnia (na pewno nie niska jak to napisali na etykiecie), ale dość krótka. Robi robotę po prostu swoim cytrusowym profilem. Finisz wyróżnia się dość wyraźnym ziemisto-żywicznym akcentem. To chyba Mosaic pokazuje rogi w tym momencie. Zadziwiająco smaczne, orzeźwiające piwo. W dodatku bez wad. Jako wprowadzenie do craftu idealne, nie jest nachalne jak jakiś pijany bloger scenie.
----------
Styl: New England IPA
Alk: 6% Obj.
Ekstrakt: 14,1% Wag.
IBU: b/d
Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny, owsiany), płatki owsiane, chmiel (Citra, Mosaic, Citrulicious), drożdże.
Do spożycia: 11.2018
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz